Dlaczego kobiety więcej kupują?

Matki i córki, nastolatki i 40-stki, nieprzyzwoicie bogate i z małą wypłatą. Wszystkie biegamy po galeriach handlowych, zauroczone kupowaniem. Jest nas tam zdecydowanie więcej, niż mężczyzn. Chodźcie zobaczyć dlaczego.

Wielkie witryny, mnóstwo modeli, praktycznie nieograniczony wybór. Sklepy internetowe również nie ustępują. Darmowe wysyłki i zwroty, „najlepsze marki”. Współczesny konsument to człowiek zachłanny. Ważne, żeby coś było ładne, a na pewno zostanie kupione. Najczęściej przez kobietę.

„Shopping is my cardio” (ang. zakupy to mój trening) to często cytowane słowa Carrie Bradshaw, bohaterki „Seksu w wielkim mieście”. Choć serial sam w sobie uważam za genialny, niezaprzeczalnie gloryfikował stereotyp kobiety, chcącej otaczać się „ładnymi ciuszkami”. Na szczęście twórcy pokazali też inną stronę zjawiska kupowania. Carrie pewnego dnia potrzebuje dużo pieniędzy i uświadamia sobie, że owszem ma je, ale w butach – wydała na nie łącznie 40 tys. dolarów. Serial bawił się jednak trochę stereotypem kobiety ciągle robiącej zakupy. Pokazywał, że jest w tym pewna przesada, ale że kupowanie i noszenie ubrań może też sprawiać przyjemność. Chodzi mi np. o naszyjnik z napisem „Carrie”. Bohaterka miała go od lat, był tani, ale dla niej bezcenny.

Skąd jednak wziął stereotyp kobiety kupującej? Prawdopodobnie stąd, że „słabsza płeć” (co za niefortunne określenie) jest uważana za… słabszą. Trudno określić jednoznacznie źródło tego przekonania, mogę wam jednak opowiedzieć, co działo się z nim dalej. Powstało bowiem wiele lat temu.

Wyuczona kosumpcja

Alan Aldridge w swojej książce „Konsumpcja” opisał ciekawe spostrzeżenie. Krytycy konsumpcjonizmu zakładają, że kobiety są bardziej podatne na wpływ reklamy. Dlatego to do nich są one w większości skierowane, bo również marketingowcy kierują się tym stereotypem. Przez to błędne założenie, kobiety są bardziej zachęcane do kupowania. Można więc wysnuć wniosek, że bardziej je rozwinięto jako konsumentów, przez co w efekcie faktycznie stały się podatne na strategie marketingowców. Aldridge, przywołując Lifestyles Chaneya pisze, że założenie iż kobiety są naiwne, a mężczyźni racjonalni, nie jest regułą, a wytworem społecznym (!).

kobiety

Tym sposobem niejako wytresowano kobiety do kupowania. Tak się wychowałyśmy, tak wychowuje się dzieci – że obsesyjne kupowanie jest dobre. (Choć oczywiście nikt nie nazwie tego „obsesyjnym”). A to jeszcze tiulowa spódniczka dla 4-latki, a to pierścionki, które uczulają i zaraz zrobią się czarne, a to kolejna para za małych spodni (kiedyś w końcu schudniemy!), do tego jeszcze buty, które nas cisną, „ale są takie ładne, na pewno się rozejdą”. Kolejna koszulka, bo jest tania. Milion sukienek, z których ani jedna nie nadaje się na wesele, więc przed uroczystością znów kolejny rajd po sklepach (również w poszukiwaniu butów do niej). Kiedy jednak znowu stajesz przed szafą, następuje klasyczne „nie mam się w co ubrać” i znowu narzucasz ulubioną koszulkę i znoszone jeansy. W którymś z przyszłych postów pokażę moją capsule wardrobe i opiszę jej niezaprzeczalna zalety.

Dobra reklama

Ubranie pomaga wyrazić swoją osobowość. Po co więc tworzyć dobre jakościowo rzeczy, skoro można dać klientowi możliwość zmiany siebie co chwilę. Dobroduszność producentów? Oczywiście, że nie. Im szybciej zniszczy się ubranie, tym szybciej zostanie kupione nowe. A konsument już sam nie będzie wiedział, kiedy przestał być sobą, by podążyć za kolejnym sztucznie wykreowanym trendem w modzie. Ubrania dla kobiet są o wiele gorszej jakości. Rzadziej wykorzystuje się materiały takie jak bawełna. Wszędzie rządzi poliester, który zazwyczaj jest użyty do takich krojów i o takiej grubości, że nie pozwala oddychać naszej skórze. Tak samo akrylowe swetry, które zamiast grzać, działają odwrotnie. Producenci już dobrze wiedzą, że kobiety nauczyły się kupować częściej, więc nie muszą tworzyć ubrań o dobrej jakości. Są w stanie nosić coś tylko dlatego, że jest ładne i przy okazji wysoce niefunkcjonalne.

kobiety

Nie ma jednak jednoznacznej linii pomiędzy kobietami i mężczyznami. Ci również mogą kupować bez opamiętania, jednak jest to o wiele rzadsze zjawisko. W osobnym poście napisze o tym, jak zachęca się wszystkich (=obie płcie) do kupowania. Dlaczego wolimy jedne marki od drugich itd. Ten mechanizm nie jest aż tak oczywisty i pomimo przerażania jakie budzi, jest bardzo ciekawy.

Trudno powiedzieć, że to kobiety mają większą skłonność do zdobienia. W plemionach dodatki czy różne stroje mają wszyscy. Jeśli chodzi o cywilizację zachodnią, spójrzmy na poprzednie epoki. Wykwintne stroje nosiły nie tylko kobiety, ale i mężczyźni. Były suknie, ale i fraki. Różnica pomiędzy poziomem ubrań obu płci była niewielka. Owszem, kobiety nosiły różne ozdoby i parasolki, ale mężczyźni mieli zegarki na łańcuszku czy inne dodatki. Każda epoka wyróżniała się czymś innym, a wagę przykładano do strojów damskich, jak i męskich.

Są takie przypadki jak Maria Antonina, która trwoniła pieniądze. Ale myślę, że to nie chodzi o jej bycie kobietą, a królową. W końcu władcy często pławili się w luksusach, a byli to głównie mężczyźni.

Można inaczej

Dlaczego więc kobiety kupując więcej? To stereotyp, który podsycany przez reklamy stał się prawdą. Witryny sklepowe z odzieżą damską są o wiele większe i bardziej wyeksponowane, niż te z męskimi czy dziecięcymi ubraniami. Zewsząd atakuje się nas pojęciami jak „must have”, „hit sezonu” czy „musisz to mieć”. Prawda jest jednak taka, że nic nie musisz, ale mało kto o tym mówi. Czy czujesz się zadowolona, kiedy twoja szafa pęka w szwach, ale nadal nie wiesz, co ubrać? Albo kiedy kierujesz się tym, co modne, a nie tym, co lubisz i masz wrażenie, że jesteś przebrana, a nie ubrana? Miałam te same doświadczenia, ale kilka lat temu trafiłam na bloga styledigger.com. Koniecznie przeczytaj jej manifest. Joanna Glogaza wydała również książkę „Slow fashion”.

kobiety

W ciągu tych ostatnich kilku lat pozbyłam się prawie wszystkiego, co miałam w szafie i uzupełniłam w to, co naprawdę mi się podoba. Rzadko kupuję w sklepach, wolę ulubiony lumpeks. Kilka razy zmieniał mi się styl, co wynikało też z okresu wchodzenia w inny etap życia. Zdarzały mi się nieudane zakupy, ale z czasem nauczyłam się lepiej słuchać siebie. A przede wszystkim nauczyłam się odpowiadać na pytanie „czy tego potrzebuję?”. Jeśli mam już dwie czarne koszule, nie szukam trzeciej. Mam zestaw swoich ulubionych ubrań, chodzenie w nich sprawia mi ogromną przyjemność i nie daję sobie wmówić, że skoro nadchodzi zima, to powinnam kupić nową kurtkę.

Odpowiedź na pytanie, dlaczego coś nam się podoba jest trudna. Jednak wytłumaczenie sobie, że nie trzeba wszystkiego posiadać jest łatwiejsze. To, że coś jest ładne, nie znaczy, że od razu musi się znaleźć w naszym domu. Ten dysonans opisał Erich Fromm w książce „Mieć czy być”.

kobiety

Przesyt

Wracając do tego, dlaczego coś nam się podoba. Najlepiej nie wchodzić do galerii zbyt często i poszukać swojego stylu w sobie. Nie zaszkodzi dawka inspiracji, ale może to być twój ulubiony serial, konkretna epoka itp., nie tylko magazyny, które chcą wcisnąć ci „hity sezonu”. Bądź też bezlitosna – jeśli nie podoba ci się dany krój, to nie noś go na siłę. W sklepie czeka na ciebie mnóstwo rzeczy. Jest tylko jedno pytanie – po co? Po co to wszystko? Byłam wczoraj w obuwniczym i przeraziłam się, że mam do wyboru 30 modeli botków, a wszystkie łudząco podobne. Nie wspominając już o jakości nie tylko butów, ale i odzieży.

Spróbuj się więc zatrzymać i dowiedzieć, co tak naprawdę lubisz nosić, a potem pozbądź się reszty. Jeśli czegoś ci brakuje, uzupełnij szafę, ale nie kupuj niczego spoza listy zakupów. Tym sposobem kobiety przestaną kupować więcej, impulsywniej, częściej. Uodpornione na podsycanie przez koncerny do kupowania, będą po prostu zadowolone z tego, co noszą.


Jeśli ten post cię zainteresował, przekaż go dalej znajomym za pomocą facebooka 🙂

Mogą ci się również spodobać