Dlaczego warto czytać więcej gazet? Papierowa informacja vs. cyfrowa wersja

Internet podtrzymuje demokrację. Dzięki dostępowi do każdej informacji, jesteśmy w stanie lepiej kontrolować sytuację, wiedzieć, co dzieje się na drugim końcu świata i… jaki tort urodzinowy miało roczne dziecko naszej dawno niewidzianej koleżanki.

W zalewie informacji nasze mózgi szaleją, a my tracimy umiejętność skupienia. Niby to my możemy wybierać informacje, które do nas docierają, ale prawda jest taka, że nadal jesteśmy karmieni tym, co algorytm facebooka uzna za słuszne. Żyjemy w bańkach informacyjnych. Z kolei gazety mogą nam oszczędzić wielu problemów.

Jestem z tych, co to muszą książki dotknąć, żeby ją czytać. Artykuł wydrukowany na papierze ma dla mnie większą wartość, niż ten w internecie. Nie bez powodu, choć zdaję sobie sprawę, że jest wiele wyjątków. Jednak teksty na różnych portalach są często pisane na kolanie i dotyczą najmniejszej pierdoły. Z kolei te w gazetach muszą przejść przez edycję.

Oczywiście, jeśli weźmiemy gazetę, w której są reprezentowane inne poglądy, okaże się, że żaden artykuł nie jest dla nas interesujący. Sięganie po to czy inne wydanie również jest wchodzeniem w pewną bańkę informacyjną. Jednak w tym przypadku jesteśmy tego świadomi. Wiemy, że są jeszcze inne gazety i że reprezentują one różne punkty widzenia.

Gazeta jest skończoną całością. Artykuły zazwyczaj są długie i wymagały one trochę więcej pracy. Jedno wydanie może skupiać się wokół jednego tematu. Jeśli nie, treści i tak zawsze są tak dobrane, by przyjemnie się je czytało. Są stałe sekcje, wszystko jest zaplanowane i skończone. Jak powiedział Zwierz Popkulturalny w książce Joanny Glogazy „Slow life”:

Warto sobie w ogóle przypomnieć, jak cudowna jest lektura gazety. Na stronie jest dziesięć informacji zamiast pięciuset, i są tylko one. Musisz się zastanowić: „hmm, czy zgadzam się z tym, co myśli autor tego artykułu, czy nie? Czy to mnie interesuje, czy nie?” (…) Wspaniałe jest to, że liczba stron jest skończona, i ten problem, że przeglądasz dalej i nie możesz się oderwać, automatycznie odpada.

Zwierz przywołuje również inną kwestię – refleksji. Czytając gazetę podkreślam sobie ważne dla mnie fragmenty. Myślę czasem nad danym artykułem bardzo długo. Dyskutuję o nim z innymi. Czasem używam do pisania mojej pracy magisterskiej. Pewne artykuły są dla mnie ważne nawet po wielu miesiącach i wracam do nich, by na nowo przemyśleć daną sprawę.

Z kolei w internecie owszem, zapisuję sobie pewne artykuły w zakładkach, ale potem robi się ich tyle, że o nich zapominam. Zawsze wracam do wielu artykułów na blogu Style Digger, ale resztą nawet nie chce mi się zaprzątać głowy, bo czuję się przeładowana. Czy zapominam o pewnych artykułach z gazet? Pewnie. Jednak więcej ich zostaje mi w głowie, a po ich przeczytaniu poświęciłam więcej czasu na refleksję, niż w przypadku artykułów w internecie, które przeglądamy z prędkością „piętnaście otwartych zakładek na minutę”.

W internecie scrollujemy, scrollujemy i się do scrollować nie możemy, a do naszego mózgu trafia coraz więcej informacji, których wcześniej nie potrzebowaliśmy. Zobacz, jakich w sumie informacji potrzebujesz? Powiedzmy, że chcesz dzisiaj wiedzieć, jak się ma sytuacja w Polsce oraz potrzebujesz przepis na obiad. To tylko dwie informacje, a w ciągu jednego dnia przyjmujesz ich setki. Oczywiście, czasami trafisz na ciekawy artykuł. Szczerze mówiąc, zdarza mi się to raz na długi czas, a zazwyczaj najciekawsze są dla mnie artykuły, po które sama sięgam na ulubionych blogach.

Blogi mają te zaletę, że są podobne do gazet. Nie mamy na nich zalewu informacji. Pojawia się jeden skończony artykuł raz na jakiś czas i tyle. Oczywiście, można by polemizować, że odkryliśmy dany blog w zalewie informacji na facebooku. Ale szczerze mówiąc, zazwyczaj odkrywam blogi z polecenia innych osób, niż szukając czegoś na fejsie.

Wracając do tych dwóch informacji, których potrzebujesz. Trochę się rozmarzyłam, bo wyobraziłam sobie, że faktycznie sięgamy tylko po to, czego potrzebujemy, a resztę spędzamy na swoich pasjach, rozmowach z innymi. Czujesz to, co ja? Znasz te wieczory, w których przeglądasz przez kilka godzin internet, a potem nie pamiętasz w sumie, co robiłeś? Albo te dni, w których miałeś tyle wolnego czasu, a gdzieś to wszystko uciekło? Albo kiedy prawie przegapiłeś swój przystanek, bo miałeś wzrok wlepiony w telefon?

Wiecie, co mi się przytrafiło, kiedy dostałam nową komórkę, taki dotykowy smartfon? (bo wcześniej miałam prosty telefon na guziczki). Ból szyi. Myślałam, że schylając się do komórki robimy to w ten sam sposób, co do książki. Jest zupełnie inaczej. Schylasz się coraz bardziej i dłużej, a potem nie możesz się pozbyć bólu… Porównajcie w tramwaju tych, co przeglądają internet z tymi, którzy czytają coś papierowego. Zupełnie inna pozycja. Poza tym wzrok inaczej się męczy. Przy świetle ekranu jest znacznie gorzej.

Jeszcze jedna kwestia. Mit, który polega na błędnym przekonaniu, że trzeba przeglądać internet, bo coś mogłoby nas ominąć. Wierzcie mi, nic was nie ominie. Na ile wydarzeń na facebooku, w których zaznaczyliście „wezmę udział” lub „zainteresowany” faktycznie poszliście? W jaki sposób wykorzystaliście informacje, które do was dotarły? Jaki procent artykułów spośród wszystkiego (łącznie z prywatnymi postami innych ludzi) faktycznie odmienił wasz los?

Nie, nie chcę, żeby ten post zabrzmiał jako „kiedyś było lepiej”. Jak zawsze, nawołuję do rozsądnego korzystania z dobrodziejstw techniki. Niestety nikt nas nie uczy selekcji informacji. Z kolei gazeta jest wyselekcjonowanym, po edycji, skończonym zbiorem artykułów. Odpoczynek dla umysłu po niekontrolowanej jeździe bez trzymanki w internecie. Gazety mogą nas na nowo nauczyć refleksji i lepszego wybierania tego, co wkładamy do naszego mózgu.

 


 

Wiem, że jest dużo fanów papierowych książek, ale jak jest z gazetami? Bardzo jestem ciekawa, więc czekam na wasze komentarze.

Jeśli uważasz, że artykuł był przydatny i zalicza się do tego małego procenta zmieniających życie, to śmiało, udostępnij go w mediach społecznościowych.

Mogą ci się również spodobać