Półfinał Eurowizji za nami, czyli Ukraina nie ma pomysłu

Mam świadomość, że Eurowizja jest konkursem niesprawiedliwym i politycznym, a poziom piosenek znacznie odbiega nawet od tych, które słyszymy w radiu. Niemniej jest to widowisko, które darzę ogromnym sentymentem i z roku na rok bawię się przy nim coraz lepiej.

Eurowizja wytycza wzór dla innych tego typu imprez, dlatego za każdym razem jest robiona z jeszcze większym rozmachem. Aż do tego, kiedy organizatorem jest Ukraina.

* ten post będzie miał najlepsze zdjęcia, jakie znalazłam na stronie Eurowizji. Niestety organizatorzy nie zadbali nawet o dobrego fotografa.

Zeszłoroczny konkurs odbył się w Szwecji, maniaków Eurowizji. Zorganizowali tak przebojową imprezę, że mówiono „Tak będzie wyglądać Eurowizja przyszłości. Wytyczyli nową ścieżkę”. Nawet zaprosili Justina Timberlake’a, a takie gwiazdy na tym konkursie raczej się nie pojawiają. Prowadzący byli zabawni, show zapierające dech w piersiach, a całość zapięto na ostatni guzik.

Jak już pisałam, konkurs ten ma tendencję wzrostową. Zresztą to chyba naturalne (co nie znaczy zdrowe), że każde kolejne państwo chciałoby przebić poprzednika. Kiedy w zeszłym roku wygrała Jamala, powstały wątpliwości, czy Ukraina podoła zorganizowaniu takiej imprezy. Zapewniała, że tak.

Choć Jamala jest godną podziwu artystką, show przedstawione wczoraj przez Ukrainę już nie. Zdarzyło mi się raz zasnąć na Eurowizji, kiedy oglądałam ją po raz pierwszy. Byłam wtedy małym dzieckiem i nie starczyło mi sił by dotrwać do końca. Wczoraj nieomal przydarzyło mi się to samo.

Miałam wrażenie, że organizatorzy zatrzymali się gdzieś w 2007 roku, a nie 2017. Wydarzenie bardziej przypominało Sylwester Dwójki, niż europejski konkurs piosenki. Reżyseria była fatalna. Trochę z lewej, trochę z przodu, oddalenie, przybliżenie. Totalne nudy. Podobnie do siebie wyglądające kadry, skupiające się przede wszystkim na głównych wokalach. Chórki i cała reszta była nieważna. Nie wykorzystano również potencjału skandujących fanów, którzy zawsze licznie pojawiają się w transmisji. Tym razem postawiono na dwa, trzy ujęcia na publiczność i to akurat tej niezbyt porwanej przez występy.

Rozczulający reprezentant Portugalii

Trochę kulis wdarło się na pierwszy plan – a to pan techniczny, a to częste ujęcie na w połowie pustą halę. Nie wiem, może to była przestrzeń dla artystów, aby mogli wyjść z green roomu. W takim razie było to bardzo nieprzemyślane, bo przez to miało się wrażenie, że prawie połowa płyty (miejsca stojące) jest pusta.

Brakowało też ogólnego rozmachu. Rozumiem, że półfinały są nieco mniejszym widowiskiem, ale jeśli to miała być zapowiedź sobotniego finału, to już się boję. Eurowizję otworzył ukraiński wokalista – przyjemny, ale zwykły występ. Po prezentacji wszystkich uczestników, dwukrotnie zaśpiewała Jamala. Jej występy były już delikatnie rozbudowane, ale to wciąż było schematyczne: wyjść na scenę, zaśpiewać, zejść ze sceny. Organizatorzy Eurowizji zazwyczaj wykorzystują całą halę i przygotowują przeróżne niespodzianki. Tutaj tego zabrakło. Nie wiem, może wszystko zostało zostawione na finał. Jednak z taką reżyserią i tak raczej nie będzie to widowisko.

Jedyne ładne zdjęcie z eurowizyjnego instagrama, a i tak chyba nie ich autorstwa

Widać, że Ukraina to albo kraj bez pieniędzy, albo bez pomysłu. Albo jedno i drugie. Trochę szkoda, że ten stereotyp biedniejszego od Polski wschodniego sąsiada nieco się w tym przypadku potwierdza.  Scena jest dziwna. Zbyt zwykła i mała. W pewnym momencie pokazano przebitki z zeszłorocznej szwedzkiej edycji. Hala sprawiała wrażenie o wiele większej. Sprawdziłam i okazało się, że od ukraińskiej jest niewiele bardziej pojemniejsza (!). Widać, że w takim razie Szwedzi mieli lepszy pomysł na wykorzystanie przestrzeni.

Zawiodłam się również przy krótkich filmikach, zapowiadających każdych z artystów. W zeszłym roku te zwiastuny były bardzo dopracowane. Zresztą w każdej edycji spotykało się raczej jakiś ich motyw przewodni. Teraz niby też jest, ale nie do końca. Możemy się domyślać, że chodzi o jakieś zainteresowania uczestnika, ale potem robi się z tego jakiś mix, zlepek przypadkowych ujęć i w sumie nie wiadomo, o co chodzi. Każdy filmik rozpoczyna i kończy ujęcie na artystę w tym samym pokoju, pośród reszty zespołu i aktorów, udających reporterów. Cały tłum gra, że „obsiada” gwiazdę. Nie jest to pomysł aż taki zły, jednak za mało wybrzmiewa to, jakie państwo jest reprezentowane. Może jest to celowe osłabienie polityczności Eurowizji, jednak raczej obstawiałabym brak innego pomysłu.

Moja faworytka – Blanche z Belgii

Brakowało również interesujących wizualizacji w trakcie występów. Dopiero Jamala otrzymała coś lepszego. Ciekawie zapowiada się również występ wokalistki z Anglii (państwo to jako jeden z założycieli Eurowizji, ma zawsze zapewnione miejsce w finale), która ma złote tło, komponujące się ze złotą ścianką, na której tle występuje. Jednak reszta nie otrzymała zbyt ciekawych animacji, a Islandia miała momentami podobną do tej z Belgii.

Mam też mały zarzut do TVP1, które transmitowało Eurowizję, również w internecie. To właśnie tam oglądałam relację, jednak zanim się włączyła (a czasem trzeba było odświeżyć, bo się przycinała), leciał blok reklamowy z napisem, mówiącym, że oglądam tę transmisję za darmo dzięki reklamom. Przecież TVP to telewizja publiczna, zapłaciłam moimi podatkami. Nie chcę jednak mocno narzekać, bo przynajmniej miałam możliwość obejrzenia konkursu.

 


 

Jestem ogromną fanką Eurowizji, co trochę dziwi, patrząc na mój system wartości i podejście do polityki. Zamiast jednak denerwować się na to, że konkurs jest czasem niesprawiedliwy, doceniam to, że organizatorzy starają się sprawić, by jednak taki nie był, a przynajmniej trochę mniej. Dzięki temu w zeszłym roku zobaczyliśmy obłudę wielu komisji, która umieściła Michała Szpaka na jednym z ostatnich miejsc oraz uwielbienie ze strony obywateli Europy i Australii (która również bierze od niedawna udział w konkursie), którzy Szpakowi dali miejsce 3. Więc oddzielam wady Eurowizji od tego, że to po prostu show, które może być naprawdę interesujące, jeśli tylko ktoś ma na nie pomysł.

A wy oglądacie Eurowizję? Jak mogliście zobaczyć w poście, moją tegoroczną faworytką jest młodziutka Blanche z Belgii. Jej piosenka jest zupełnie inna, niż eurowizyjne szlagiery. Mam nadzieję, że wygra!

Mogą ci się również spodobać