Książki i artykuły, które odmieniły moje życie

Trudno stwierdzić, co dokładnie na nas wpływa. Jesteśmy składową wielu bodźców. Każda książka czy film zostawia jakiś ślad, jednak od czasu do czasu pojawia się taki jeden impuls, który podsumowuje nasze dotychczasowe doświadczenia i wysyła na poziom dalej. Sprawdźcie, do czego warto sięgnąć, aby zrobić krok dalej.

Są takie książki i artykuły, które odegrały w moim życiu kluczową rolę. Wracałam czy nadal wracam do nich wiele razy i za każdym razem odczuwam w sobie zmianę w porównaniu z pierwszym zetknięciem. Bardzo wiele czasu spędzałam na samorozwoju. Teraz osiągnęłam dosyć stabilną równowagę i chcę się podzielić tym, co pomogło mi do niej dojść.

Style Digger o porządkach

Jej artykuł o uporządkowaniu szafy w 10 krokach mam dokładnie przestudiowany. Miałam kiedyś ogromną ilość ubrań: w komodzie, w szufladach, w kartonach i w łóżku. A i tak nie miałam się w co ubrać. Klasyczna sytuacja. Dzięki Joannie Glogazie, autorce bloga, udało mi się pozbyć z 3/4 ciuchów. Co z tego, że je miałam, skoro nie byłam z nich zadowolona? Teraz widzę to wyraźnie, ale wtedy trudno było mi się z nimi rozstać. Dzięki artykułowi, udało mi się motywować do porządków. Choć pozbyłabym się jeszcze paru rzeczy z szafy, aktualnie posiadam dość zgrabną bazę. I nie, nie chodzi o bazę w stylu rurki, balerinki (o nie!), neutralna koszulka i trencz. Komponowanie własnej garderoby według slow life, to dopasowywanie ubrań do siebie, a nie na odwrót. Ta filozofia (jak i ogólnie slow life) bardzo mnie pochłonęły.

243H

Style Digger przeprowadziła mnie przez ścieżkę komponowania garderoby i nareszcie 1. czuję się w ubraniu jak w drugiej skórze 2. mam mało ubrań, a mimo to 3. wszystko ze sobą współgra i lubię bawić się zestawianiem tak małej (ale nie ograniczonej!) szafy. To niesamowicie rozbudza kreatywność! No i po 4. nie mam już sytuacji pod tytułem „nie mam się w co ubrać”. Najczęściej spotykam się z „Hmm, na co mam ochotę dzisiaj?”, bo we wszystkim czuję się dobrze!

Beata Pawlikowska i żółte karteczki

Pawlikowska od kilku lat jest dla mnie objawieniem. Nie interesowałam się wcześniej jej twórczością czy podróżami. Już nawet nie pamiętam, jak trafiłam na jej „Planetę dobrych myśli” książkę, która towarzyszyła mi przez końcówkę liceum i pierwszy rok studiów. Czytałam ją kilka razy, potem otwierałam w przypadkowych miejscach i zabierałam myśl dnia ze sobą.

14072016

Wydanie jest zbiorem „wierszyków” Pawlikowskiej, które uczą pozytywnego myślenia i innego nastawienia do świata. Z jednej strony zgadzałam się z tym, co autorka pisze, z drugiej przez całe życie niby byłam dobrą osobą, ale zdarzało mi się wiele razy wściekać bez powodu czy zawzięcie kogoś komentować. Dzięki Pawlikowskiej zaczęłam traktować świat łagodniej, a wiele sytuacji nie jako karę, ale życiową lekcję. Trudno mnie teraz załamać. Oczywiście, bywają gorsze momenty, bo dzięki temu uczymy się czegoś i musimy podjąć decyzję, aby zmienić swoje życie. Ale osiągnęłam pewną równowagę, harmonię ze Wszechświatem (nazwijcie to jak chcecie. Po prostu jestem szczęśliwym człowiekiem). Wiem, że „Planeta dobrych myśli” była fundamentem do wielkiej zmiany mojego życia i do ogólnego ogarnięcia siebie. Książka wyciszyła wiele moich negatywnych emocji i otworzyła na więcej. Zrobiłam przestrzeń, którą Wszechświat (życie, los) łagodnie wypełnił.

Podróż życia Elizabeth Gilbert

Jeśli szukacie czegoś, co uporządkuje do końca wasze życie, czegoś, co będzie kropką nad i waszych dotychczasowych poszukiwań, to z pewnością możecie sięgnąć po „Jedz, módl się, kochaj”. Na każdego ta książka może podziałać inaczej. Jednak w moim życiu pojawiła się podczas bardzo nudnego lata, gdzie nie wiedziałam, co ze sobą zrobić i byłam w stanie totalnego rozmemłania. Uczyłam się jeszcze do wrześniowej poprawki, gdzie czytałam m.in. o hinduizmie. To idealnie dopełniło się z lekturą książki Liz Gilbert. Powieść jest autobiograficzna.

książki

Możliwe, że oglądaliście film z Julią Roberts o tym samym tytule. Jest on przepięknym wizualnym dopełnieniem książki, jednak polecam sięgnąć najpierw właśnie do niej. Zakochałam się po niej we Włoszech (mam włoskie korzenie, a w te wakacje chcę przynajmniej opanować podstawy tego języka), nauczyłam się jeść i rozróżniać przyjemność od rozrywki („Amerykanie znają rozrywkę, lecz nie znają przyjemności” mówi jeden z bohaterów), odnalazłam Wszechświat/Boga (jak wyżej: nazwijcie to jak chcecie) – ogólną równowagę. Absolutnie zakochałam się w tej książce. Przeprowadziła mnie od początku do końca przez wszystkie moje doświadczenia. Trochę jak wyjazd do Krakowa i Wrocławia, o którym ostatnio pisałam, połączyła moją przeszłość z teraźniejszością, a raczej zostawiła przeszłość i pozwoliła żyć dalej. Uważam tę książkę za ostatni etap mojego ciągłego poszukiwania „lepszego życia”. Od tamtej pory wszystko idzie ku dobremu.

Artykuł mojego znajomego o internecie

Wydrukowałam go w kilku egzemplarzach, miałam go przyklejonego na ścianie, nosiłam w zeszycie, teczce i Bóg wie, gdzie jeszcze. Czytałam wiele razy, szczególnie wtedy, kiedy znowu zaczynałam siedzieć wiele godzin w internecie kilka dni z rzędu. Ta walka była trudna i nadal zdarzają mi się słabsze momenty, ale nie takie z rozmachem. Mam wrażenie, że trzy czwarte życia spędziłam przed komputerem. Teraz przede wszystkim służy mi do pracy i zaplanowanej rozrywki. Zdarza się, że zbyt często wchodzę na facebooka, albo sprawdzam co chwila, jak tam instagram. Ale potrafię sobie powiedzieć „stop” i zabrać się za coś konkretnego. Szczerze mówiąc, wszelkie ekrany (oprócz kinowego!) mnie męczą, ale doceniam możliwości technologii i staram się korzystać z nich jak najpełniej – choćby prowadzę bloga, co uwielbiam!

8YOB0R5BO0

Wracając do artykułu. Był napisany do gazetki szkolnej. Został zachowany w formie śmiechu przez łzy. Nie wiem, czy mogę go udostępnić wam w całej formie. Już od jakiegoś czasu nie mam kontaktu z autorem. Przytoczę jednak najciekawsze fragmenty.

„Fakt, że w internecie znajduje się wiele informacji, których otrzymanie jest niemal niemożliwe w świecie bez internetu, jeszcze pogarsza sprawę – usprawiedliwia. Usprawiedliwia wszystkich udostępniających i korzystających z internetu, ponieważ daje okno na świat. Internet odbiera ludziom determinację przez ułatwianie wszystkiego”.

„Jednak najgorszą wadą internetu (…) jest jego brak. Gdy router zaleje się kawą, gdy limit transferu zostanie wyczerpany, gdy page not found pojawi się na ekranie w człowieku wyzwalają się najbardziej zwierzęce instynkty”.

„(…) nikt nie mówi nam [w mediach] o uzależnieniu od internetu. Uzależnieniu tak silnym, że w chwili, gdy nie mamy do niego dostępu, nie wiemy, co ze sobą zrobić”.

Korzystania z technologii trzeba się nauczyć. Tak samo, jak uczymy się obsługiwać nowy telefon, musimy nauczyć się korzystania z internetu. Uważam, że w ciągu niespełna 2 lat udało mi się opanować ten problem. Nauczyłam się nie tylko lepiej wykorzystywać internet, ale zorganizowałam swoje życie tak, żeby więcej czasu spędzać poza wpatrywaniem się w ekran. Już niedługo na blogu ukaże się post o tym, jak planować dzień, aby nie kończyć go z poczuciem, że nic nie zrobiliśmy.


Jest coś, co również miało ogromny wpływ na wasze życie? Podzielcie się swoimi inspiracjami w komentarzach!

Mogą ci się również spodobać