Dlaczego ciągła motywacja nie jest dobra

Wystarczy wrzucić na facebooka obrazek z motywującym hasłem, kupić ładny planer i spędzić każdy wieczór, oglądając filmiki coachów. Warto również dorzucić dwa, trzy przemówienia na TED Talks i już czujemy, że wszystkie nasze marzenia zaczynają się spełniać. Okazuje się jednak, że nie zbliżyliśmy się do celu dalej, niż o krok. Dlaczego tak się dzieje?

Nie neguję motywacji, jednak zauważyłam, że to właśnie ją hołduje się najbardziej. Treningi motywujące, plaga obrazków z zachęcającymi hasłami czy tzw. coache. Za motywacją często jednak nie stoi działanie, tylko odkładanie go w czasie. Do tego, jak na człowieka z czasów konsumpcjonizmu przystało, obkupujemy się w gadżety, które mają nam pomóc podjąć wreszcie działanie. Dlaczego nie zawsze to wychodzi?

Motywowanie przypomina rozpędzanie wózka z tobą w środku. Kiedy trzeba iść dalej (czyt. wziąć się do roboty), wózek nie jest już przez nikogo trzymany, ty nie wiesz co robić i lecisz na łeb na szyję. Zamiast ciągle się motywować, warto nauczyć się organizacji pracy.

Moja realizacja zadań leżała i nie miała się dobrze. Dopiero, gdy poszłam na studia i musiałam wziąć pełną odpowiedzialność za własne życie, coś zaczęło się dziać. Nadal jednak przez pierwsze lata miałam problem z odkładaniem wszystkiego na mityczne „później”. Dopiero w ciągu ostatnich dwóch lat coś się zaczęło dziać. Poznałam slow fashion, a później slow life. Utkwiłam jednak w pułapce ciągłego czytania poradników.

Trafiłam w końcu na „Wielką magię” Liz Gilbert. To był moment przełomowy w moim życiu. Autorka pisała o tym, że młodzi ludzie zamiast podjąć działanie stwierdzają „Pójdę na studia, dostanę dyplom i wtedy będę mógł się tym zająć”. Oczywiście to wynika również z tego, że rynek pracy oraz szkoła wmawiają nam, że bez odpowiedniego papierka nie mamy kwalifikacji. Uwierzyliśmy w to.

Przestałam więc kupować kolejne książki i stopniowo uczyłam się podejmować natychmiastowe kroki. Trzeba zrobić pranie? Zrobię je w środę o 8.30. Chcę zostać grafikiem? Zamiast iść na ASP i czekać kolejne lata na uzyskanie umiejętności, będę uczyć się na bieżąco i wymyślić ciekawe projekty (np. w maju planuję opublikować na blogu grafiki z okazji premiery „Twin Peaks”).

Lubię czasem wrócić do pinteresta i stworzyć coś na wzór moodboard (kolaż inspiracji). Dużo czytam, ale już nie królują u mnie poradniki. Ostatnio wróciłam do „Slow life” Joanny Glogazy, ale na bieżąco realizuję swoje marzenia. Nie traktuję już tego typu książek w ten sposób: „Jak tylko przeczytam jeszcze ten artykuł, książkę, to wtedy już zacznę podejmować działania”. Jak możesz podjąć działanie, skoro masz jedynie zapał do pracy, ale już nie umiejętność organizacji pracy?

Ten wpis powstał na kilkuletnim laptopie z połamaną obudową i brzydko wyglądającą taśmą klejącą. Nie, nie potrzebujesz macbooka, żeby blogować.

Wypasiony kalendarz sprawia wrażenie motywującego, ale jego posiadanie nie poprawi twoich zdolności organizacyjnych. Zamiast tego najpewniej skończysz na oglądaniu tutoriali o tym, jak ładnie umieścić naklejki przy tonie zadań, które sobie wypisałeś. Kolorowy długopis nie sprawi, że zadanie będzie bardziej zrobione. Przypomina to po raz kolejny odkładanie czegoś w czasie. Jak możesz zacząć spełniać marzenia, jeśli nie oznaczyłeś ich odpowiednią naklejką w modnym planerze!?

To co również zasadza na ludzi pułapkę, to popularne poczucie natychmiastowego rozwiązania. Zamiast wziąć się do pracy, oglądamy dziesiąty tutorial, jakby wierząc, że po tym będziemy już wiedzieć wszystko. To nie sprawi jednak, że będziesz umiał napisać powieść. Twoje umiejętności rozwiną się przede wszystkim wtedy, kiedy usiądziesz i zaczniesz pisać, choćby przez 20 minut dziennie. Nie oczekuj też, że od razu napiszesz „Władcę pierścieni”. Potrzebne ci jest to, czego brakuje wielu dzisiejszym ludziom – cierpliwości.

Nie uważam, że niepotrzebnie czytałam wszystkie te książki czy artykuły Wiele z nich bardzo mi pomogło. Jednak łapałam się na tym, że kiedy chciałam usiąść do pracy, myślałam „Może jeszcze poczytam parę artykułów na ten temat”. I tak mijał mi cały mój wolny czas i kolejny dzień, podczas którego nic nie zrobiłam. Te dni łączyły się w miesiące i lata. Cieszę się, że nareszcie nauczyłam się dobrej organizacji i mój mózg nie zastawia już na mnie pułapek.

 


Oto 8 rad, które stosuję na co dzień:


 

1. Szukam inspiracji, czytam ciekawe artykuły, książki itd. Ale nie pakuję w siebie całych tomisk o tym, jak zaplanować swój czas. Głosik z tyłu głowy zawsze mi powtarzał, że jedyne, czego potrzebuję, to usiąść i zabrać się do pracy. W końcu go posłuchałam

2. Staram się nie zajmować dziesięcioma różnymi rzeczami na raz. Jeśli w tym momencie jest dla mnie ważna grafika i napisanie magisterki, to niestety, ale nie znajdę również czasu na czytanie książek o kosmosie

3. Pilnuję swojego czasu. Walczę z bezcelowym scrollowaniem facebooka czy wchodzeniem do sklepu, żeby „tylko popatrzeć”. Zawsze myślę o tym, że przecież wolałabym zamiast tego poczytać ciekawą książkę, albo spędzić ten czas na domowym SPA

4. Zamiast drogich kalendarzy, których zazwyczaj nie chcę mi się nosić w torbie, używam kalendarza w telefonie. Zanim jednak zmieniłam telefon na taki, który ma przejrzyste aplikacje, używałam (i nadal czasem używam) zwykłych papierowych małych karteczek, albo niesamowicie prostego i użytecznego programu Sticky Notes, który jest bodajże na każdym windowsie zainstalowany automatycznie

Poziom ładności twojego kalendarza nie jest proporcjonalny do poziomu realizacji twoich marzeń

5. Zamiast zasypiać z poczuciem, że nie ogarniam życia, układam sobie mniej więcej plan na najbliższe dni. Nie stresuję się, kiedy obudzę się godzinę później (nie lubię korzystać z budzika), albo coś mi zajmie pół godziny dłużej. Zazwyczaj nie ustalam godzin na styk, tylko zostawiam małą rezerwę pomiędzy poszczególnymi zadaniami

6. Wyznaczam zadaniom konkretny termin. Znam siebie i jeśli wiem, że najlepiej pracuje mi się rano, piszę post zaraz po śniadaniu, a czasem i przed – zdarza się, że wena bierze mnie, jak tylko otworzę oczy. Jednak nie uzależniam od przypływu inspiracji swojego planu dnia. Po prostu siadam i coś robię, a im częściej to robię, tym mniejszy mam problem z np. brakiem pomysłów

7. Nauczyłam też się zmieniać plany w ciągu dnia. Czasem coś wyskoczy, albo nagle wpadnę na jakiś pomysł. Jeśli mogę sobie tylko na to pozwolić, siadam i realizuję to, co chciałam. Najczęściej zawsze mam przy sobie zeszyt lub telefon, więc nawet, jeśli nie mogę poświęcić czemuś więcej czasu, od razu zapisuję wszystkie swoje myśli

8. Planuję również odpoczynek. Jeśli wiem, że pół dnia spędzę na wytwornym obiedzie u babci, to nie planuję zbyt wiele na ten dzień. Spędzam ten czas z rodziną bez żadnych wyrzutów sumienia


Pułapka ciągłego motywowania się jest bardzo powszechna. Warto więc, żeby ten post dotarł do innych ludzi. Zachęcam cię do dzielenia się nim w mediach społecznościowych za pomocą przycisków pod spodem. Dzięki!

Mogą ci się również spodobać