Muzyka fast-foodowa, czyli o przesłaniu zwycięzcy Eurowizji

Salvador Sobral, zwycięzca Eurowizji, w swojej przemowie powiedział, że żyjemy w czasach fast-foodowej muzyki bez przekazu. Nawoływał do tworzenia utworów, które coś znaczą.

Jego przemowa wywołała wiele kontrowersji. Sama miałam mieszane uczucia. Czy postawienie na jakość muzyki zakazuje innym lubić pop? Czy może jednak Sobral miał rację?

Na odpowiedź nie trzeba było czekać długo. Reprezentant Szwecji podsumował przemówienie zwycięzcy twierdząc, że miejsca jest dla wszystkich i każdy ma prawo lubić taką muzykę, jaką chcę. Trudno nie przyznać racji. Tylko czy Sobral właśnie o tym mówił? O zrzuceniu popu z piedestału?

Zacznijmy od początku. Eurowizja to najbardziej skomercjalizowane wydarzenie na świecie, jednocześnie wytyczające nowe szlaki w organizowaniu imprez masowych. Oglądalność tego show sięga 200 milionów ludzi, więc jest to pokaźna drużyna.

Wiele się zarzuca Eurowizji. Przede wszystkim polityczność, choć to się zmienia w ostatnich latach, bo zmienił się system głosowania, ale i ludzie, którzy głosują. Kolejną kwestią jest jakość muzyki tam prezentowana. Nie bez powodu mówi się „piosenki eurowizyjne”, ponieważ większość jest bardzo podobna do siebie. Jest to zazwyczaj niskiej jakości pop (huczne show bądź ballada), specjalnie komponowany na konkurs. Przy wielu utworach pracują ludzie, którzy z Eurowizją są związani od lat. Wykorzystują podobne tricki, byle tylko przyciągnąć uwagę do piosenki. Na scenie zaś dzieje się dużo, choć ostatnio (mniej więcej od czasów, gdy zwyciężył jednoosobowy zespół taneczno-wokalny w postaci Loreen) raczej stawia się na samodzielne występy. Ewentualnie dodaje się osobę, grającą na skrzypcach lub pojedynczego tancerza. Eurowizja jest więc konkursem dość schematycznym, co jest jej słabością i siłą jednocześnie – możliwe, że konkurs przyciąga taką publikę, bo każdy wyczekuje, kto się z tego schematu wyłamie. Zazwyczaj ta osoba okazuje się zwycięzcą.

Salvador Sobral był więc na Eurowizji trochę rodzynkiem, większym, niż w zeszłym roku Jamala (zwyciężczyni konkursu). Dlaczego zdecydował się jechać na tak komercyjny konkurs? Może to była właśnie jego misja ratowania muzyki. Trzeba przyznać, że udana.

Podoba mi się ta scenografia, ale piosenki w ogóle nie pamiętam

Przemowa Portugalczyka mogła być odebrana personalnie przez uczestników Eurowizji. W końcu pewnie każdy wierzył, że jego piosenka jest tą najlepszą. Niestety, z jakością bywa różnie. W zeszłym roku do zaśpiewania jako gość na konkursie zaproszono Justina Timberlake’a. Pomimo że reprezentuje on główny nurt muzyki pop, zmiażdżył swoim występem resztę uczestników. Jaki poziom reprezentuje Eurowizja, skoro nawet pop wygrał w starciu z popem?

Sobral nie powiedział ani razu, że pop jest zły. Nawoływał jedynie do tworzenia muzyki, która coś znaczy, co chyba ominęli niektórzy krytycy. Pop również można tworzyć z sensem, co robi chociażby Lorde. Przez Davida Bowiego została nazwana przyszłością muzyki. Nie można uzyskać lepszej rekomendacji. Lorde również tworzy pop, ale o niezwykle wysokiej jakości. Jest prawdziwą artystką, a jej teksty są czystą poezją. Kocham jej styl pisania. David Bowie też tworzył pop, Michael Jackson również. Jednak była to zupełnie inna jakość, niż Britney Spears. Tak samo może być lepszy i gorszy rock czy każdy inny gatunek muzyki.

Trzeba jednak przyznać, że do głównego nurtu (tzw. mainstream) przez ostatnie lata przewija się więcej gorszych piosenek, niż lepszych. Nie chodzi o to, że nikt ich nie słucha. Ale są fast-foodowe, o czym mówił Sobral. Czyli komponowane tak, żeby się podobały (podobnie jak piosenki eurowizyjne), bazujące na podobnych dźwięków i mało wymagających tekstach (choć nie zawsze), a także tworzone z myślą o „hicie sezonu”, niż o długotrwałym wpływie na muzykę.

Krytyk przemowy Sobrala miał idealnie dopracowany występ

Oczywiście w poprzednich dekadach było podobnie. Również były piosenki, które dzisiaj słuchamy raczej z sentymentu, niż dlatego, że były wybitne. Mimo wszystko mainstream nie był tak jednoznaczny. Były w nim również wielkie zespoły. Queen, David Bowie etc. Czy nawet taka Nirvana, symbol lat 90. Teraz utwory są robione bardziej „na szybko”. Liczy się ilość, nie jakość. Zysk, a nie wpływ na muzykę. Dlatego określenie fast-food czy po prostu fast music (w przeciwieństwie do slow music, slow life) jest tutaj jak najbardziej właściwe.

Dlatego bronię Sobrala, bo w ani jednym momencie nie powiedział, że pop jest zły. Sam śpiewał o miłości, temacie wielu popowych piosenek, ale robił to w sposób piękny i wzruszający. Tłumaczenie jego piosenki „Amar pelos dois” naprawdę mnie poruszyło.

Zwycięzca – jego piosenka i przemowa – idealnie się wpisał w zwrot, który następuje w naszej kulturze – zwrot ku jakości, a nie ilości, ku rzeczom stałym, wartościowym, a nie „fast” (szybkich), nastawionych na zysk lub sztuczne emocje.

Krytyka tego przemówienia jest jak przyznanie się, że „Hej, miejsca jest dla wszystkich, również dla tych, którzy nie mają nic do powiedzenia”. Skoro nie mają nic do powiedzenia, ile wart jest ich głos? Sobral stwierdził, że muzyka to nie fajerwerki, to uczucie. Nie interpretuję tego jako „nie twórzmy show, róbmy muzykę nierozrywkową”. Raczej chodzi o to, by nie skupiać się na efekciarstwie i pieniądzach, tylko na tym, by te fajerwerki składały się na dobrą muzykę, a nie jedynie miały przyciągnąć uwagę.

Ciekawym przypadkiem jest ostatni teledysk Katy Perry „Bon Appetite”, który wywołał wiele pytań. Pokazało to, że jeśli ktoś w końcu chce nadać jakiś pozytywny przekaz, może on zostać niezrozumiały w kontekście poprzednich swoich działań lub ogólnego wizerunku. Zarzucono, że teledysk uprzedmiotawia kobiety. Jest to powszechne w show-biznesie, ale tym razem ludzie stwierdzili, że doszło do przesady. I tu tkwiła pułapka. Bo teledysk miał właśnie poruszać tę kwestię, ale również tworzenia produktu, jakim są popularne gwiazdy – stoi za nimi sztab ludzi, którzy chcą na tym jak najwięcej zarobić. A przynajmniej tak ten teledysk jest interpretowany i z tą analizą trudno się nie zgodzić. Niestety sam tekst nie sugeruje takiego przekazu. Może więc jestem w błędzie, a Katy Perry wcale nie miała nic do powiedzenia.

 


 

Zgadzacie się z Salvadorem? Miał rację czy jednak jego przemowa była zbyt kontrowersyjna? Jest cienka granica pomiędzy krytyką, a zranieniem kogoś, ale podsumowując, przemowa Sobrala została nieco nadinterpretowana.

Jeśli podobał wam się wpis, będę bardzo wdzięczna za udostępnienie go dalej na facebooku! Dzięki!

Mogą ci się również spodobać