Odzyskać kobiecość

Jeśli coś jest autorstwa kobiety, może być uznane za gorsze. Określenie „literatura kobieca” brzmi infantylnie, a jeśli jesteś ładna i zadbana to na pewno głupia. Chciałabym, by każda z nas mogła odzyskać swoją kobiecość, zagrabioną siłą przez patriarchalny system naszego świata.


Do napisania tego postu zainspirowało mnie ostatnie wydanie Wysokich Obcasów (z 11.03.2017). Dużo w nim o kontakcie z własnym ciałem, ale i odzyskaniu prawa do nazywania się kobietą. Bo co kobiece, to gorsze. Nie tak dobre jak męskie.

W artykule o gimnastyce słowiańskiej, która pozwala na odzyskanie kobiecości pojawił się taki fragment:

„Uczestniczki często mówią, że gimnastyka zaspokaja ich potrzebę eksplorowania żeńskiej energii, bo odcinając się od ról wyznaczonych przez patriarchat, zaniedbały kawałek siebie. Już się nie boją, że odzyskanie go cofnie je do dawnych ról„.

Wszystkie grafiki-memy w tym poście są mojego autorstwa. Więcej moich prac możecie oglądać na szukamy.org. To strona, którą współtworzę z Instytutem Kultury Miejskiej w Gdańsku. Możecie dzielić się grafikami z mediach społecznościowych!

Czasem wydaje mi się, że można albo przyjąć męskość i być szanowanym, albo wyglądać jak zadbana kobieta i być pomiataną. Dlaczego nie można by być po prostu sobą? Tylko, co to znaczy?

Może część z was już ten pierwiastek kobiecości w sobie odkryła, a może ciągle czujecie, że coś jest nie tak. Ja go już tak w większości odkryłam. Pokażę wam to na przykładzie.

Chociaż wierzyłam w swoje siły i nie jestem zakompleksioną szarą myszką, to nie zdawałam sobie sprawy, że kiedy szukam pracy, to umniejszam swoim umiejętnościom. Zawsze stwierdzałam, że skoro wyglądam dosyć dziecinnie i taki jest również mój głos, to nikt mi nie uwierzy. Jak mam być asystentką w biurze, skoro tam trzeba być albo eleganckim i ponętnym dziewczem, albo… panią po 60-tce.

To kolejny problem poruszany w Wysokich Obcasach. Siri Husvedt, autorka „Świata w płomieniach” mówi „Kobieta jako obiekt seksualny, może zostać aktorką, piosenkarką, ale wielką malarką czy pisarką – już nie. Żeby być artystką musisz się zestarzeć”. Oczywiście to się troszeczkę zmienia, co przyznaje sama autorka.

Uważam, że faktycznie kobiety odzyskują swoją kobiecość, a dzięki temu siłę. Jednak nadal jest to zjawisko bardzo małe, a sama je obserwuję głównie dlatego, że obracam się w środowisku feministycznym. Czyli jeszcze raz: czym jest ta kobiecość i siła?

To między innymi to, że zaczęłam aplikować na stanowiska, do których wcześniej myślałam, że się nie nadaję. To wewnętrzne przekonanie o tym, że skoro ja wierzę w swoje umiejętności, to inni też uwierzą. To nie jest pytanie o to, czy mogę coś zrobić, ale robienie tego. I nagle okazuje się, że faktycznie jestem w czymś dobra.

Ale to nie wszystko. W cytacie, który przytoczyłam na samym początku jest napisane o strachu przed odzyskaniem kobiecości. Nadal to co kobiece jest gorsze. Bohaterem ostatnich Wysokich Obcasów jest łechtaczka. Ten niezwykle ważny fragment naszego ciała był skrupulatnie omijany w badaniach medycyny. Z kolei męskie narządy już dawno były eksplorowane i opisane.

Kobieca literatura, kobiece zachowanie, cipka jako wyzwisko, kobiecy sposób myślenia, typowa kobieta, „zbliża ci się okres?” jako usprawiedliwienie na każde twoje zdenerwowanie, jakby kobieta nie miała prawa być zła. Zwiewność i powabność obowiązkowo wpisane w twoje cechy. Inaczej możesz być jedynie babochłopem, albo… typową feministką.

A ja bym chciała czasem być zwiewna i powabna bez poczucia, że będę odbierana jako „słodka i urocza bez rozumu”. Czasem zaś czerpię garściami z subkultur rockowych i punkowych i chodzę „męskim” krokiem. Boję się jednak, że to mój wypracowany sposób na bycie szanowaną. Gdybym była kobietą, moje szanse na przebicie się wśród innych spadłyby z hukiem.

Dlatego intensywnie odkrywam moją kobiecość. Nie tą stereotypową – bo tylko ona istnieje w świadomości ludzi. Tej, która afirmuje się poprzez siłę, wiarę w siebie, mądrość, mówienie tego, co mi się nie podoba, pouczanie innych, kiedy wypowiadają seksistowskie komentarze (nadal pracuję nad pełną odwagą do robienia tego). Kobiecość, która wytacza granice światu do tego, co robią z kobietami w publicznym dyskursie. Kobiecość, która polega na świadomości swojego ciała – na dbaniu o nie tak naprawdę, a nie zakrywanie go, jakby było najgorszym wrogiem. Kobiecość, która pozwala mówić mi o tym, co czuję, zamiast chować się za barykadą fochów (to nie jest tak, że kobiety rodzą się z czymś, co ludzie nazywają „kobiecą logiką”. Jest nam wpajane, że mamy być słodkie, pachnące i tajemnicze. Przecież tylko prawdziwi mężczyźni wyrażają swoje zdanie…). Kobiecość, dzięki której nie czuję się gorsza, kiedy chodzę w sukience.

I najważniejsze – kobiecość, która pozwala na pełną i szczerą miłość do siebie samej.


Życzę wam udanych poszukiwań. To jest szeroki temat, bo równie dobrze można by mówić o odzyskaniu męskości (nie, „prawdziwy mężczyzna” to nie ten agresor, który rąbie drzewo i nigdy nie płacze. To czująca istota). Kiedy już raz poczujecie swoją kobiecość, nie będziecie chciały jej oddać. Zobaczycie, że to jedne z lepszych uczuć na świecie.

Cytując Wisłocką z filmowej wersji „Sztuki kochania” pamiętaj, że „z waginy jesteś!” 😉 Pa!

Mogą ci się również spodobać