Czy porażki istnieją? Mój sposób na próbowanie nowych rzeczy

Przez całe życie spotykamy się z pojęciem porażki. Jawi się jako niebezpieczna, wręcz czyhająca za każdym rogiem. Jest dużo porad o tym, jak znosić ją z godnością, żeby nie wziąć i nie wyskoczyć przez okno (dosłownie).

Od kilku lat nie doznałam ani jednej porażki. Postanowiłam się temu przyglądnąć i odkryłam, że one tak naprawdę nie istnieją.

Czym mogłaby być porażka? Wyrzuceniem z pracy? Odmowa od dwóch redakcji? Leniwe popołudnie, które mogłabym wykorzystać inaczej? A może brak chłopaka i grzyb na ścianie?

Wszystkie te rzeczy dotyczyły lub nadal mnie dotyczą! Jednak ani na sekundę nie pomyślałam, że jest to moja porażka. Ten sukces odniosłam dzięki ćwiczeniu w sobie od dłuższego czasu wdzięczności oraz zaufania do życia. Za chwilę ci wszystko wytłumaczę.

Odmowa w redakcji? Cóż, w głębi duszy dobrze wiedziałam, że nie będę miała czasu na to dodatkowe zajęcie. Wyrzucenie z pracy? Super! Teraz będę mogła robić coś innego i nareszcie nic mnie już nie trzyma w miejscu, w którym i tak zaczęłam się źle czuć dawno temu. Zostałam wypchnięta ze strefy komfortu i jestem za to wdzięczna. To pomogło podjąć mi się innych, ciekawszych zadań.

Wszystko jest względne. Dosłownie każde zdarzenie może być twoją porażką… jeśli tak je traktujesz. Po zderzeniu z szybą możesz a. rozpłakać się b. zaśmiać się z siebie.

 

Rozkapryszone Ja

 


 

Każdy z nas nosi w sobie rozkapryszone Ja. Im więcej go słuchamy, tym staje się głośniejsze. Nie zawsze jest łatwo odwrócić się od tego głosu. Zdarza się, że zapadamy się w swoim smutku tak bardzo, że potrzeba pomocy specjalisty lub dużego samozaparcia (mój przypadek).

Zamiast starać się pokonać smutek, włączałam Nirvanę czy Lanę del Rey (teraz już na mnie nie działają, bo nie mam już takiej huśtawki emocji) i jeszcze bardziej byłam zdołowana. Rozwiązanie okazało się nie być tak trudne.

Skupianie się na walce jest bezcelowe. Lepiej skupić się na pozytywach. Na początku nie tak łatwo je znaleźć. Z czasem odkrywasz coraz większą wdzięczność. To, co ci się przytrafia traktujesz jak znak mówiący, w którą stronę powinnaś zmierzać.

Myślę, że przede wszystkim nauczyłam się tego dzięki Słoikowi szczęścia. Projekt zakładał, by przez cały rok pod koniec każdego dnia pisać na karteczce, za co jest się wdzięcznym. Wytrwałam kilka miesięcy, ale to zmieniło moje myślenie.

 

Próbowanie nowych rzeczy

 


 

Nie odczuwam porażek, bo w moim świecie one nie istnieją. Większość rzeczy, które mi się przytrafiają nie jest z mojej winy. Jeśli już, traktuję je jak resztę – jak naukę na przyszłość.

Wiesz dlaczego ludzkość wciąż popełnia te same błędy? Bo nie wyciąga wniosków. Zapętlamy się w niekończącym się kole porażek i wyrzutów sumienia. Nie patrzymy na pojawiające się znaki ostrzegawcze, o których ci zaraz opowiem.

Dzisiejsze czasy są szczególnie trudne, bo straciliśmy kontakt nie tylko z naturą, ale i z samymi sobą. Tym łatwiej zagubić się w pędzie codzienności, nie skupiając się na tym, czego tak naprawdę chcemy od życia.

Nie warto więc się katować i traktować jak wroga. Masz prawo do błędów. Nie zakładaj, że wszystko na pewno się uda, twój projekt wyjdzie w stu procentach, a na imprezę przyjdą wszyscy zaproszeni goście. Mów sobie „Próbuję tej nowej rzeczy, ale jeśli się nie uda, to albo zrezygnuję z satysfakcją, że spróbowałam, albo spróbuję jeszcze raz, jeśli tylko będę miała na to ochotę”.

Aby zobrazować ci to lepiej, przypomnę ci mój tekst o tym, dlaczego wchodzenie w dorosłość bywa trudne. Pisałam tam o tym, że zamiast szarpać się sama ze sobą, dałam sobie czas na spróbowanie tych rzeczy, które mnie interesują najbardziej. Jeśli nie wyjdzie, trudno!

Pisałam między innymi o grafice. Kilka miesięcy od tamtego postu trafiłam na staż do Instytutu Kultury Miejskiej, gdzie okazało się, że mam się zajmować wyszukiwaniem ciekawych obrazów z domeny publicznej. Od razu zaczęłam je przerabiać! Dzięki temu wróciłam do zakurzonej pasji i odkryłam, że to jest właśnie to, czym chcę się również zajmować. Za to zdecydowanie zrezygnowałam z dziesięcioletniej (!) próby nauczenia się gry na gitarze. Sprzedałam swoją, a za pieniądze kupiłam bilet na koncert Patti Smith!

 

Lekcja, nie porażka

 


 

Rzeczy, które ci się przytrafiają to nie porażki, a lekcje. Zastanawiam się czasem nad istotą bardzo przykrych wydarzeń, które przytrafiają się niektórym. Odnoszę wrażenie, że życie dawało nam już znaki wcześniej, jednak je ignorowaliśmy. Wiele chorób nie bierze się sama z siebie, ale np. dlatego, że o siebie nie dbaliśmy, wypieraliśmy myśl, że palenie czy aluminium w dezodorancie szkodzi.

Nie rozgryzłam jednak natury Wszechświata. Dobro i zło to kwestie, które są rozważane od tysięcy lat i jeszcze nikt nie podał właściwej odpowiedzi. Wiem tylko, że odkąd zaufałam życiu, prowadzi mnie ono łagodniej, odkrywając swoje piękno.

W wieku 23 lat czuję, że w sumie wiem, jak żyć, a gdybym umarła jutro mogłabym z pełną szczerością powiedzieć: niczego nie żałuję. Liczę jednak, że żyć będę długo, bo dopiero od niedawna zaczęłam w miarę pojmować istotę życia i jestem ciekawa, co będzie dalej.

 


 

Ustaliliśmy zatem, że porażki istnieją, ale tylko wtedy, kiedy sama nazwiesz tak daną rzecz. Jeśli nadajesz jej nazwę lekcji lub znaku, wtedy odkryjesz, że twoje życie może być o niebo lepsze.

Jeśli przydał ci się ten post, będę wdzięczna, jeśli udostępnisz go dalej! Możesz to zrobić bezpośrednio na profilu w mediach społecznościowych lub za pomocą przycisków poniżej. Pa!

Mogą ci się również spodobać

  • I pomyśleć, że to wszystko kwestia nastawienia. Zgadzam się z tym co piszesz w 100%… jeśli coś nie idzie według mojej myśli, nie nazywam tego porażką, a raczej staram się wyciągać z każdej sytuacji coś dobrego dla siebie. Im więcej człowiek „przełknie” tym łatwiej iść do przodu… Utrata pracy – phi! Przecież jest tyle możliwości! 🙂 Powodzenia! 🙂

  • Dla mnie słuchanie Lany w sytuacjach podbramkowych jest ryzykowne, bo wprowadza mnie w melancholijny nastrój nawet wtedy, gdy jestem najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem. Bardzo ciekawy post, zgadzam się w zupełności. Porażki istnieją i udawanie, że jest inaczej, to zakłamywanie rzeczywistości, które przynosi więcej szkody niż pożytku. Kiedy coś nie wychodzi, trzeba się do tego przyznać samemu przed sobą i zrezygnować z jakiejś aktywności, żeby zająć się czymś, w czym można odnieść sukces. Też tak miałam z gitarą 🙂
    Pozdrawiam!

    • Kiedyś też musiałam uważać z Laną, teraz bardziej nad tym panuję, ale zawsze podchodzę do tematu ostrożnie 😉