Złodziejka książek 2.0. Czy legalna kultura ma sens w Polsce?

Zaczęłam się ostatnio zastanawiać nad kupieniem czytnika e-booków. Jestem wielką fanką papierowych książek, ale przeszukując Amazona i Goodreads odkryłam, jak wiele jest książek za granicą, do których w Polsce nie mamy kompletnie dostępu. Okazało się, że chodzi już nie tylko o książki, ale o setki tysięcy wyników badań naukowych. Jako wyznawczyni legalnej kultury, stanęłam przed dylematem. Płacić grube pieniądze (których nie mam) za e-booki, których nie dostanę w Polsce… czy poszukać innego źródła?

Jako studentka, aspirująca na bycie poważnym naukowcem mam problem. Jest wiele tematów, które w naszym kraju nie zostały tak dobrze opisane jak za granicą. Komunizm nie pozwalał poruszać wielu tematów. Współcześnie dopiero uczymy się nowych technologii i wiele rzeczy przychodzi do nas z opóźnieniem. Fascynują mnie social media. Jak mam się ich uczyć, skoro ich źródłem jest, jak się okazuje daleka jednak, Ameryka?

W polskim prawie dozwolone jest ściąganie muzyki i filmów na własny użytek pod warunkiem, że dana rzecz miała oficjalną premierę. Z e-bookami jest tak samo. Na świecie jednak prawo jest różnorodne i trzeba przyznać, że to polskie jest dosyć luźne. W międzynarodowej strefie istnieje jeszcze coś takiego i ważnego jak Creative Commons. Dzieli się to jeszcze na kilka kategorii. Twórca może udostępnić np. zdjęcie do ogólnego obiegu, ale może również zaznaczyć, że nie zgadza się na jego komercyjne użycie. Do takiego oznaczania służą symbole stworzone w ramach właśnie Creative Commons. Jednak takie oznaczenia są stosowane raczej na mniejszym polu. Filmy czy albumy muzyczne dostępne w sklepach są chronione (czasem restrykcyjnym) prawem autorskim.

Kiedyś stwierdziłam jednak, że nie chciałabym, aby ktoś przyszedł do mojego domu, zabrał moje wiersze i zaczął je rozpowszechniać czy choćby czytać we własnym zaciszu. Dlatego nie ściągam filmów, ani muzyki. Kupuję płyty dvd, chodzę do kina, używam Spotify. Jedynym moich wykroczeniem jest oglądanie w internecie „Seksu w wielkim mieście”, jednak planuję kiedyś kupić wszystkie sezony. Kiedyś.

 kultura

Z opóźnieniem

Po kilku latach życia w zgodzie z własnym sumieniem, zaczęły się schody. Nie wszystkie produkcje są dostępne w Polsce, jak np. „Skłóceni z życiem” z Marilyn Monroe (trafiłam na to w telewizji, uff!). Niedługo wchodzi do HBO serial „Rozwód” z Sarah Jessicą Parker, a wiadomo, że dostęp do HBO nie jest zbyt powszechny (nie mam nawet telewizora). Teraz mam problem z e-bookami. Po pierwsze w Polsce nie jest wydawanych tak wiele książek, jak nam się wydaje. Brakuje zagranicznych bestsellerów lub docierają do nas z dużym opóźnieniem. Nawet nowy „Harry Potter” zostanie wydany kilka miesięcy później, niż oficjalna premiera. Zastanawiam się, dlaczego tak się dzieje. Moja mama pracowała kiedyś w firmie obuwniczej. Miała możliwość oglądania całej nowej kolekcji. Najładniejsze modele… nie były wprowadzane na rynek polski! Słyszałam wiele historyjek, których morałem było to, że niektórzy obcokrajowcy widzą nas jako niezaawansowanych technologicznie wieśniaków. Po prostu.

Hollywood jest za bogate

Kiedyś dyskutowaliśmy o tym na zajęciach na studiach. Z początku nikt mi nie uwierzył, że kupuję filmy i płyty i uznali moją wypowiedź za sarkastyczny żart. Potem jednak zrobiło się poważniej. Profesor zasugerował, że wszelkie opłaty za nielegalne dzieła są wliczone w opłacie za internet. Nie wiem, czy tak to działa. Dochodzi również druga kwestia, nad którą zawsze się zastanawiałam. Hollywood i wytwórnie muzyczne są takie bogate! Dlaczego mam być uczciwa? Z szacunku do artystów. Zawsze stawiałam siebie w ich sytuacji. Poza tym to doświadczanie posiadania np. oryginalnych wkładek do albumów jest niesamowite. Nie ważne, jaka jest odpowiedź (jeśli jest), w kwestii książek nie jest to już takie proste. Autorami zazwyczaj nie są milionerzy. Czasem są to normalni ludzie, nie zawsze bogaci. Czy mam prawo kraść ich książki? Z drugiej strony mnie też na nie nie stać! Ale czy to ma być usprawiedliwienie do kradzieży (nie bójmy się tak tego nazwać)? Może łatwiej nam znaleźć usprawiedliwienie, bo jesteśmy Polakami przyzwyczajonymi do lekkiego naginania prawa?

Polski youtube kontra amerykański

Dochodzi jeszcze jedna kwestia. Uwielbiam naukę. Chciałabym pisać pracę magisterką o instagramie lub postkonsumpcjonizmie. O ile drugi temat jest dosyć świeży na całym świecie, pierwszy jest o wiele bardziej rozpoznany zagranicą. Różnicę widać chociażby na youtubie. Polski youtube premiuje głupiutko-śmieszne filmiki. Na amerykańskim serwisie znajdziemy o niebo lepiej dobrane filmy, a nawet występuje taki dział, jak filmiki wybrane przez kobiety pracują w Youtube. Spójrzcie na porównanie poniżej. Na polskim youtubie dział kultura wydaje się śmiesznie ubogi. Na amerykańskiej stronie zaś znajdziemy fragmenty programu Jimmy’ego Kimmela, dział „Filmy, które sprawią, że odzyskasz wiarę w ludzkość” czy sekcja poświęcona aktualnym wyborom (dwie ostatnie kategorie nie są widoczne na poniższym screenie). KLIKNIJCIE W OBRAZEK, ABY POWIĘKSZYĆ.

amerykanski

 

Popularne na amerykańskim youtubie

polskiyoutube

 

Popularne w polskim youtubie

Problem polega tkwi również w dostępie do badań naukowych. W internecie istnieje piracka strona Sci-Hub, na której są publikowane wyniki badań z całego świata. Dzięki temu możemy się nie powielać lub rozwinąć własne teorie. Serwis powstał przy okazji pracy naukowej Alexandry Elbakyan. Nie miała pieniędzy na kolejne kupowanie dostępu do artykułów naukowych. Bo tak naprawdę, czy nauka powinna być dla bogaczy? Na Amazonie jest tyle wspaniałych książek, które chciałabym przeczytać. Ale wiele z nich nie zostało i nie zostanie przetłumaczonych na polski. Co mam w takiej sytuacji zrobić? Stać mnie może na kupienie 2-3 książek, a na liście mam kilkadziesiąt. Jakiś czas temu pisałam o kilku książkach, których nie ma u nas, a to był dopiero początek przeszukiwania zasobów Amazonu i Goodreads.


Jestem w kropce. Raczej na pewno kupię czytnik e-booków, bo po przewiezieniu znowu kilku książek w walizce, mam dość dźwigania. Chcę mieć również dostęp do zagranicznych wydań. Tylko jeszcze nie wiem, jak się do nich dostanę… Macie jakiś pomysł? Wiem, że są biblioteki cyfrowe, ale nadal nie oferują one aż tak wiele (tak na razie wychodzi z mojego rozeznania).

Pa!

Mogą ci się również spodobać

  • To zawsze są takie moralne dylematy i kopanie się z myślami. Bo prawo pozwala, więc możemy się rozgrzeszyć, ale z drugiej strony nic samo nie powstało, ktoś włożył w to swoją pracę i powinien dostać wynagrodzenie. Ja sama nigdy nie wiem co myśleć o tej kwestii :/

  • mm

    A zdjęcia na Twoim blogu są Twojego autorstwa? Bo wydaje mi się, że nie wszystkie. Jeśli dyskutujemy o legalnej kulturze to wydaje mi się, że każda fotografia powinna zostać podpisana nazwiskiem autora lub chociaż podaniem linka do źródła zdjęcia. W końcu fotografia to też część kultury i myślę, że autorzy zasługują chociaż na wspominkę o nich. Pozdrawiam. 🙂

    • Zdjęcia, z których korzystam są oznaczone taką licencją Creative Commons, że mogę ich używać bez podawania autorstwa. Następnym razem proszę o nie wysnuwanie oskarżeń z palca 😉