Jak NIE zrealizować swoich marzeń? 5 porad

Masz marzenia. Dużo marzeń. Jedne są unikalne, drugie bardziej oklepane, jednak z jakiegoś powodu pragniesz osiągnąć dane cele w życiu. Jedne mają służyć relaksowi, drugie stabilizacji, trzecie rozrywce itd. Jakimś jednak trafem kończysz wykończony po całym dniu pracy i śnisz o tym, jakie by było twoje życie, gdybyś od kilku lat nie grzał na tej samej posadzie. Jak to się dzieje, że marzenia pozostają marzeniami, choć wszystkim o nich opowiadasz?

Na szczęście powody bardzo często okazują się te same. Zebrałam pięć głównych, abyś nareszcie mógł ruszyć z miejsca i zacząć realizować swoje cele.

Kwestia pokolenia

Możliwe, że pochodzisz z pokolenia 20-latków, którym wmówiono, że dobre oceny w szkole i dwa fakultety przełożą się na wyśmienitą pracę i wygodne życie. Niestety, rzeczywistość bywa zazwyczaj bardziej brutalna i aby coś osiągnąć, musisz włożyć w to dużo wysiłku i inwencji twórczej. Najgorsze, że efekty nigdy nie pojawiają się od razu, a cierpliwość zdecydowanie nie jest domeną pokolenia Y, czyli millenialsów. Musisz się więc jej nauczyć. Jeśli nie jesteś w stanie zrozumieć, że na efekty trzeba zapracować, nici z np. własnej prosperującej firmy. Możesz nadal marudzić, jak ciężko znaleźć pracę, albo po prostu wziąć się do roboty i sprawdzić każdą możliwość.

 marzenia

Daj sobie wmówić, że nie masz kompetencji

To dotyczy przede wszystkim kobiet. Żyją w świecie, w którym jest wiele stereotypów i ciężej im wziąć za coś odpowiedzialność, niż mężczyznom. Ci prą do przodu jak szaleni, bo nie wątpi się w ich kompetencje. Czytałam dzisiaj świetny artykuł w Wysokich Obcasach na temat małej obecności kobiet w Dolinie Krzemowej i panującej tam dyskryminacji ze względu na płeć. Posłuchajcie tej historii:

 

Popularna aplikacja randkowa Tinder ma pięciu założycieli – czterech chłopaków i dziewczynę. Jednak Whitney Wolfe oficjalnie straciła tytuł współzałożycielki, bo jej koledzy stwierdzili, że »przez jej obecność firma wygląda jak żart«. A wszystko wzięło się stąd, że Whitney postanowiła zerwać  z Justinem Mateenem, dyrektorem marketingu. Justin zaczął molestować Whitney, m.in. wysyłając jej obraźliwe SMS-y i nazywać ją publicznie »dziwką«. Gdy Whitney zgłosiła to ówczesnemu prezesowi firmy, ten skwitował jej reakcję jako »przesadzoną«. Po czym Whitney zwolniono (w 2014 roku pojawiła się na rynku jej własna apka Bumble – »Tinder dla kobiet« – w której tylko i wyłącznie kobiety mogą zapraszać do kontaktu).

Historia zakończyła się pozwem, ale ostatecznie doszło do porozumienia. Jednak Whitney dostała bardzo małe odszkodowanie w porównaniu z tym, ile Tinder jest wart. Jednak trudno mówić o jakimkolwiek zakończeniu tej historii. Jest ich o wiele więcej. Zaczęłam się dzisiaj zastanawiać nad sobą. W tym samym artykule opisano problem wychowywania małych dziewczynek. „Znajomy zapytał mnie kiedyś, czemu wszyscy mówią do jego córki: »Aleś ty śliczna! Co za słodka dziewczynka!«. Natomiast syn jego znajomych ciąle słyszy: »Aleś ty mądry! Dobry ruch! Brawo!«. W takich nieświadomych działaniach kryje się wczesna motywacja. Nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo będzie to naszym dzieciom komplikować życie w przyszłości„. I to jest sedno tego, o czym mówię. Jest jednak jeszcze jedna kwestia.

marzenia

Nie potrzebujesz następnego fakultetu, kolejnego poradnika i kursu. To ważne, żeby się rozwijać, ale trzeba sobie umieć powiedzieć „stop”. W pewnym momencie musisz wykorzystać wiedzę, którą nabyłeś. Nie możesz jej ciągle jedynie uzupełniać. To tylko wymówka i opóźnianie podjęcia działania. Jeśli jednak wolisz mieć dwa dyplomy, trzy kursy i nadal przeszukiwać setki ofert pracy bez rezultatu, zamiast zająć się tym, czym tak naprawdę chcesz, droga wolna.

Facebóg

Joanna Glogaza ze styledigger.com namiętnie poleca wtyczkę News Feed Eradicator. Polega ona na tym, że zamiast facebookowych aktualności pojawia nam się inspirujący cytat. Zainstalowałam ją, żeby za chwilę odinstalować. Czułam się odcięta. Jakoś sobie ogarnęłam tablicę główną, przestałam obserwować to, co niepotrzebne i jakoś funkcjonowałam dalej. Zaczęłam jednak czuć się coraz bardziej przytłoczona. Chociaż nieźle organizuję sobie czas, wiedziałam, że facebook zjada mi jakąś jego część. Poza tym czułam, że mój mózg jest bardzo rozproszony i szum informacyjny bardzo na mnie zadziałał. Stało się więc tak, że ostatnio Kasia Gandor wstawiła post o tym jak działać produktywnie i w skupieniu. Oto, co niesamowicie przykuło moją uwagę:

 

Zajmowanie się wieloma zadaniami jednocześnie niekorzystnie wpływa na zdolność do uczenia się i zapamiętywania i być może w dłuższej perspektywie jest nawet w stanie uszkadzać mózg, zmniejszając gęstość szarych komórek. Pisząc o multitaskingu, nie mam jedynie na myśli jednoczesnego wykonywania przelewu, telefonu i manicure’u, ale także dwadzieścia kart otwartych w przeglądarce, snapowanie spod ławki w trakcie wykładu, czy wielokrotne zerkanie na telefon w ciągu dnia oraz przeskakiwanie pomiędzy sprawdzaniem skrzynki odbiorczej, a powiadomień na Instagramie. Takie zaśmiecanie mózgu niezliczoną ilością informacji powiązane zostało nie tylko z gorszą efektywnością pracy, ale też na przykład z obniżeniem się funkcji poznawczych mózgu, czy częstszym występowaniem problemów natury socjologiczno-emocjonalnej.

Co gorsze, przeskakiwanie pomiędzy niezliczoną liczbą zadań wywołuje w mózgu iluzję produktywności, zadowolenie i uzależnienie. To właśnie dlatego zajrzenie na Facebooka w trakcie pisania ważnej pracy jest tak wielką pokusą.

»Multitasking prowadzi do powstania uzależniającego dopaminowego sprzężenia zwrotnego, efektywnie nagradzając mózg za utratę skupienia oraz za nieustanne poszukiwanie stymulacji z zewnątrz« – Daniel J. Levitin”

marzenia

Nie wiem, jak ciebie, ale mnie ten fragment zszokował. Wiedziałam o multitaskingu i że bywa męcząca, ale nie wiedziałam, że może mieć aż tak duży wpływ. Najbardziej przykuła mnie informacje o uzależnieniu mózgu od facebooka. Tym sposobem przekonałam się do News Feed Eradicator. Nie czuję, że coś mnie omija. Mam poczucie, że teraz moje myśli przestały krzyczeć i się ułożyły. Jeśli jednak kolejne selfie dalekiej znajomej jest dla ciebie ważniejsze, niż twoje marzenia, zapomnij, że w ogóle wspominałam o tej cudownej wtyczce.

Brak planu

„Someday is not a day of the week” – to jeden z cytatów, który pojawił się na głównej stronie facebooka, zamiast aktualności. Oznacza: „Kiedyś” nie jest dniem tygodnia. Jeśli wolisz nadal żyć z głową w chmurach, nie czytaj tego, co napiszę dalej. Plan to podstawa. Często pewne rzeczy nas przerażają, bo nie wiemy od czego zacząć. Pomyśl, że nikt nie stał się z dnia na dzień profesjonalistą. Jeśli chcesz być reżyserem filmów, wyznacz dzień, w którym pójdziesz do biblioteki, weźmiesz podręcznik do reżyserii i go poczytasz. A potem poszukaj scenarzysty, potem aktorów. Rozpisz na konkretne dni nagrywanie poszczególnych scen. Potem wyznacz czas na montaż. To nie potrwa tydzień. Pewnie zejdą ci ze trzy miesiące. Ale przez te trzy miesiące mogłeś nadal marzyć o byciu reżyserem i nadal nic nie zrobić. Jeśli wolisz tę drugą wersję, nie rozdzielaj swojego celu na małe kroki, aby było ci łatwiej. Lepiej nadal żyć w przerażeniu przed spełnianiem marzeń.

marzenia

Za dużo planów

Nie potrzebujesz przeczytać kolejnego poradnika. Nie musisz ozdobić kolejnej mapy myśli. Sama też to niby wiedziałam, ale oświecił mnie artykuł Pani Swojego Czasu dostępny tu. Postanowiłam na pół roku wyłączyć pytanie „Co dalej z moim życiem?” i zająć się tworzeniem własnej firmy. Trochę namieszał mi teraz ten artykuł z Wysokich Obcasów (a co jeśli powinnam follow the dreams i wybrać bycie astronautą?), ale pozostanę na razie przy własnej firmie. Daję sobie ten rok na działanie. Jeśli nie wyjdzie, trudno, zajmę się czym innym. Ludzie lubią powtarzać „Przynajmniej spróbuj”, tylko że wielu z nas nawet nie próbuje, tylko w kółko myśli o tym, co by chciało zrobić. To jest opcja dla ciebie. Nie próbuj, tylko testuj robienie kolejnych map myśli. Inaczej jeszcze mógłbyś zacząć spełniać marzenia!

marzenia

Może mogłam zostać astronautą? Ale od gdybania nikt nic jeszcze nie osiągnął!

Kolejny cytat, który pojawił się u mnie na facebooku zamiast aktualności: “The best way to make your dreams come true is to wake up.” – Paul Valéry. A oznacza on „Najlepszym sposobem, aby spełnić swoje marzenia [dreams – ang. marzenia, ale również sny], to obudzić się”. I z tym jakże trafnym podsumowaniem zostawiam cię w twoim słodkim śnie. (Wiedz, że po obudzeniu życie jest jeszcze słodsze <3).


Aby twoi znajomi również wiedzieli, jak nie spełniać swoich marzeń, udostępnij im proszę ten artykuł. Możesz to zrobić za pomocą ikonek poniżej. Pa!

Mogą ci się również spodobać