Czy twoje życie jest wystarczająco spektakularne?

Ciągła gonitwa za czymś nowym, za rozrywką, za emocjami – to znak naszych czasów. Kiedy można stwierdzić, że nasze życie jest udane?

Czy swoją chęć zaliczenia jak najwięcej możemy porównać nawet do życia Juliusza Cezara i mu podobnych? Jakie były jego motywacje? W końcu kultura grecka, a następnie rzymska to podwaliny naszej cywilizacji.

Nasze motywacje są zazwyczaj takie: zobaczyć jak najwięcej, zbieranie chwil, robienie wszystkiego na wysokim poziomie, który wyznaczają media (by nawet jedzeniem pochwalić na instagramie), po zaspokojeniu jednej potrzeby od razu szukanie drugie, niesamowita rozrywka, przeżywanie tylko przyjemnych emocji. W naszej teraźniejszej kulturze wyparto ze świadomości chorobę, śmierć czy zwykły gorszy dzień. Chcemy być zawsze szczęśliwi, tłumiąc negatywne emocje i pogarszającym tym sprawę.

Kiedy więc nasze życie jest idealne? Według naszej cywilizacji jest to życie bez trosk, pełne pieniędzy, „zdrowia, szczęścia i pomyślności”. Na pewno już wiemy, że tak się nie da, a jednak dążymy do nieuchwytnego, co powoduje stres. Konsumpcjonizm nie pomaga w tej sytuacji, każąc nam ciągle biec za lepszą wersją  siebie i swojego życia (czy nawet życia naszej rodziny).

Może idealne życie jest właśnie teraz? Nie można mieć wszystkiego jednocześnie, bo żyjemy na świecie pełnym ludzi uważających, że jeśli nie zrobisz czego do jutra do 12, to będzie katastrofa. Albo takich, którzy są złośliwi. Lub takich, którzy twierdzą, że obecny świat możemy niszczyć, bo Raj będzie dopiero po śmierci.

Może istnieje drugi Raj, ale ten pierwszy jest tu, na Ziemi. Kiedy jem ulubione śniadanie, albo gdy otwieram balkon, żeby orzeźwić się porannym powietrzem. Już zrozumiałam, że to nie Ziemia jest nieidealna, tylko człowiek, który ją niszczy.

Trudno czasem w konfrontacji z innymi twierdzić, że nasze życie jest idealne. Ale może my do wielu rzeczy podchodzić ze spokojem i przestać się porównywać, a zamiast dać się wkręcić w karuzelę konsumpcjonizmu, być zadowolonym z tej rozrywki, która odpowiada nam najbardziej. Nie musisz jechać do Disneylandu, jeśli nie czujesz większej przyjemności od wakacji z książką w ogródku. Nie musisz mieć najnowszych gadżetów, bo one przeminą i pojawią się „lepsze”.

To nie znaczy, że nie możesz próbować innych rzeczy. Jednak musisz być świadomy, co wynika z twojej własnej chęci, a co zaabsorbowałeś z reklam, życia innych ludzi czy pinteresta. Czasem trudni to rozróżnić. Czasem to wcale nie jest złe robić to, co inni. Ale nie uważaj, że twoje życie jest gorsze czy mniej spektakularne, bo nie jeździłeś jeszcze na nartach wodnych czy nie pojechałeś na festiwal kolorów. Nic się nie stanie, jeśli nie zaliczyć wszystkich kinowych premier czy nie pojedziesz na drogie wakacje.

Nie zrozum mnie źle. Próbowanie nowych rzeczy i rozwijanie się jest super. Ale kiedy chcemy wszystkiego spróbować i mieć życie jak z instagrama, to zamiast mieć spokojny umysł i cieszyć się życiem, które my wolimy, będziemy się ciągle stresować, że to „jeszcze nie to”.


 

Jakie są wasze doświadczenia? Czy też daliście się złapać lub nadal tkwicie w pułapce dążenia do „idealnego życia”?

Mogą ci się również spodobać